Kwarantanna nowych ryb

Choroby ryb są dużym problemem w akwariach. Spotyka się je zarówno w zbiornikach początkujących, jak i zaawansowanych akwarystów. Najczęściej jednak powodem chorób są zaniedbania i błędy samego akwarysty. Niestety choroby ryb w wielu przypadkach są trudne w leczeniu, a często są wręcz nieuleczalne.

Dlatego najlepszym i najskuteczniejszych sposobem na walkę z nimi jest po prostu zapobieganie.
Bardzo często do akwariów można sprowadzić chorobę poprzez wprowadzenie już zarażonych ryb, roślin lub mięczaków. Dlatego też niezbędnym zabiegiem jest kwarantanna wszystkich nowych mieszkańców do naszego akwarium. Najczęściej sprzedawcy w sklepach zoologicznych zapewnią nas, że kupowane ryby są już po kwarantannie. Jednak doświadczenie akwarysty powinno nam podpowiedzieć, że nie należy ufać w tej kwestii bezgranicznie i ryby nawet pochodzące z zaufanego źródła powinny przejść obowiązkową kwarantannę. Trzeba mieć świadomość, że nawet jedna zarażona ryba wprowadzona do zbiornika, może spowodować chorobę całej naszej obsady, a co za tym idzie trudne leczenie lub nawet duże straty w mieszkańcach akwarium.

Nawet jeśli zakupione nowe ryby wydają się być zdrowe kwarantanna ma na celu wyeliminowanie przenoszenia ewentualnych  chorób na zdrowe ryby znajdujące się w naszej obsadzie. Same zbiorniki kwarantannowe umożliwiają też lepszą obserwację nowych nabytków oraz szybką reakcję na wszelkie niepokojące objawy chorobowe. W zależności od kondycji ryb, gatunku czy pochodzenia kwarantanna powinna trwać minimum 2-3 tygodni.

Proces kwarantanny ma również z zadanie aklimatyzację ryb do warunków, które będą panowały w domowym akwarium. Jest to bardzo ważne w przypadku ryb z odłowu oraz gatunków bardzo delikatnych.

Jak przygotować akwarium kwarantannowe?
Przede wszystkim akwarium służące do kwarantanny  powinno być wielkością przystosowane do wielkości i ilości ryb.  Dla większych ryb oczywiście zbiornik powinien być większy, a dla małych gatunków o mniejszym litrażu.  I tak o ile dla pary małych pielęgniczek wystarczy w zupełności 20 litrów, tak na kwarantannę dla stadka młodych paletek powinniśmy przeznaczyć zbiornik 100 litrowy.

Najlepiej sprawdzają się akwaria tzw. higieniczne pozbawione całkowicie podłoża i z minimalną ilością dekoracji i kryjówek. Takie zbiorniki łatwo utrzymać w czystości, ponieważ bez problemów można usunąć z dna odchody oraz niezjedzone resztki pokarmu. Jako kryjówki doskonale nadają się gliniane doniczki, w których obserwacja ryb jest bardzo prosta, a sama dekoracja nie ma wpływu na parametry wody w akwarium. Brak podłoża eliminuje też obecność ślimaków i innych niepożądanych gości w akwarium.

Tego typu zbiorników kwarantannowych nie możemy zastosować w przypadku ryb kopiących np. malawijskich pielęgnic z litoralu piaszczystego. Piasek należy do niezbędnych elementów ich naturalnego środowiska i akwarium pozbawione podłoża nie będzie należycie imitowało ich biotopu.


Fot. Marcin Wnuk

 

Filtracja powinna być dostosowana do wielkości zbiornika kwarantannowego. Najczęściej stosuje się proste filtry gąbkowe oraz filtru kaskadowe. Ważne jest, aby były wcześniej zaszczepione, dlatego też najłatwiej jest użyć dodatkowego filtra wyjętego ze zbiornika docelowego.

Niezbędnym sprzętem w akwariach kwarantannowych są też takie sprzęty jak dobrej jakości grzałka i termometr. Grzałka z dobrym termostatem zapewni utrzymanie odpowiedniej temperatury, a wysokiej jakości termometr będzie służył do kontroli temperatury. Musimy pamiętać, że w mniejszych zbiornikach zmiany temperatury zachodzą znacznie szybciej aniżeli w akwariach o większej pojemności, dlatego te sprzęty są równie kluczowe, jak dobrej jakości filtr.

Woda
Woda w akwarium kwarantannowym nie powinna różnić się od tej, która znajduje się w docelowym. Najlepiej jest użyć zatem około 70% wody z naszego akwarium, a resztę uzupełnić świeżą, uzdatnioną wodą. Parametry wody powinny być stale kontrolowane, a woda regularnie podmieniana. Trzeba pamiętać, że nagłe pogorszenie parametrów wody w mniejszym.

Podczas kwarantanny nowych ryb jest kilka elementów, na które musimy zwrócić uwagę.
Apetyt - ważne jest, aby nowe ryby jadły i nie wypluwały pobieranego pokarmu. Dlatego powinno się zawsze obserwować naszych nowych podopiecznych podczas karmienia. Ważny jest też wygląd odchodów. Nie powinny być przezroczyste i ciągnąć się za rybą. Wtedy na wszelkie zaobserwowane zaburzenia można zareagować. Należy pamiętać, że lekkie podwyższenie temperatury wody w akwarium może spowodować zwiększenie apetytu oraz lepszy proces trawienia.

Wygląd skóry i płetw – nawet jeśli ryby prosto ze sklepu mają nienagannie wyglądające płetwy i skórę może to się zmienić w czasie kwarantanny. Powinno się zwracać uwagę na wszelkie zmiany spowodowane urazami, rozdwojenia płetw, pojawiające się wrzody, wysypka skórna, naloty i inne zmiany skórne.

Wielu akwarystów podczas kwarantanny stosuje zapobiegawczo różne środki odkażające, przeciw pasożytnicze, witaminy itp. Jednak jeśli ryby nie wykazują żadnych niepokojących objawów chorobowych nie należy stosować żadnych chemicznych preparatów. Nadmierna sztuczna ingerencja może mieć zupełnie odwrotny skutek i osłabić nasze nowe ryby. Zdecydowanie też łatwiej jest leczyć ryby w akwarium kwarantannowym aniżeli większym szkle ogólnym. Ułatwi ono obserwację ryb, podawanie i usuwanie leków oraz da pewność, że nie zagrozimy rybom, które już hodujemy.

Niestety brak dodatkowego zbiornika do tego celu kwarantanny jest najczęstszą wymówką wśród młodych hobbystów. Trzeba jednak pamiętać, że jest ono niezbędne, jeśli chcemy bez problemów wprowadzać nowych mieszkańców. Zdecydowanie łatwiej też jest leczyć ryby w takim akwarium aniżeli większym szkle ogólnym. Ułatwi ono obserwację ryb, podawanie i usuwanie leków oraz da pewność, że nie zagrozimy rybom, które już hodujemy.


Przykład odpowiednio urządzonego akwarium kwarantannowego

Przekonałem się o tym na własnej skórze kilka lat temu, kiedy to posiadałem ponad trzystu litrowe akwarium z Thorichthys meeki (pielęgnica Meeka). Jeszcze dziś pamiętam, jak pieczołowicie zakładałem zbiornik dla swoich ulubionych ryb z Ameryki Środkowej. Długotrwałe płukanie podłoża, odpowiedni wystrój zbiornika z dużą ilością kryjówek, specjalnie zakupione tło strukturalne aż wreszcie przywiezienie kilku pięknych, młodych egzemplarzy z odległego Krakowa do Warszawy. Długie przygotowania i poniesione spore koszty zwieńczyły komentarz żony „jakie małe i brzydkie te twoje nowe ryby i o co było tyle krzyku? I takie duże akwarium dla kilku ryb…?”. Ten oschły komentarz oczywiście mnie nie zraził, bo znałem gatunek doskonale i wiedziałem, że z czasem można się w nich zakochać.

Pielęgnice rosły i nabierały barw. Z nieciekawych młodzików zmieniły się w dostojnie pływające i pięknie wybarwione ryby, z których finalnie zostały dwie dobrane pary. Moja Iza coraz przychylniej na nie patrzyła, aż pewnego wieczora zaskoczyła mnie stwierdzeniem, że są to chyba najpiękniejsze z ryb, jakie kiedykolwiek posiadałem, a samo akwarium, mimo że bez dużej ilości roślin ma niesamowity klimat (!). Nie byłem zmianą zdania żony zbyt zaskoczony, bo zaobserwowałem, że z czasem zbiornik stał się jej ulubionym i z ciekawością obserwowała przepychanki samców pokazujących swoje czerwone podgardla. Nawet stojące w tym samym pokoju akwarium z kolorowymi pielęgnicami malawijskimi nie przykuwało tak bardzo uwagi mojej żony. Natomiast pierwsze udane tarło i wychowywanie narybku dało nam masę radości. Wspólna obserwacja opieki rodziców nad narybkiem mogła w naszym domu trwać godzinami, a radość z rosnącego narybku jeszcze większa.

Młode rybki szybko zaczęły rosnąć i trzeba było zadecydować co z nimi dalej zrobić? Postanowiliśmy oddać je w dobre ręce ogłaszając swoje zamiary w Internecie. Szybko znalazło się wielu miłośników pielęgnic, którzy widząc pięknie wybarwione, dorosłe ryby zapragnęli być w posiadaniu ich potomstwa. I tak w ciągu kilku tygodni kolejni akwaryści zgłaszali się po naszych wychowanków. Rybki oddawane były za darmo, ale jeden z hobbystów zupełnie nieoczekiwanie przyjechał z kubełkiem który nie był pusty. Miły starszy Pan w zamian za kilka młodych Meek zaoferował mi w prezencie wyrośniętego kiryśnika czarnoplamego (Hoplosternum thoracatum). Z początku odmówiłem przyjęcia ryby, ponieważ nie przewidywałem powiększenia obsady o innych mieszkańców. Tym bardziej że kiryśnik całkowicie nie pasował mi do naturalnego biotopu moich Meek. Niestety zostałem trochę przyparty do muru, kiedy usłyszałem, że obsada jego akwarium będzie już za gęsta i z sumem nie ma co zrobić. Wyobraziłem sobie, że ryba mogłaby być pozbawiona życia w toalecie i zgodziłem się na przyjęcie podarunku z nadzieją, że szybko znajdzie on nowy dom wśród moich znajomych akwarystów.

I tu pojawił się pewien problem. W domu posiadałem trzy zbiorniki z różnymi pielęgnicami oraz oczywiście dwa akwaria kwarantannowe, które w tej chwili były akurat zajęte. W jednym pływały młodziutkie Metriaclima estheraered red” oddzielone od rodziców, natomiast drugi zbiornik zajęty był przez inne młode pyszczki które dosłownie poprzedniego dnia zakupiłem od hodowcy i przechodziły kwarantannę nim zasiedlą biotop jeziora Niasa. Z lekką obawą podjąłem decyzję, że kiryśnik powędruje od razu do ogólnego akwarium z dorosłymi Meekami, tym bardziej że darczyńca zapewniał mnie, że wszystkie jego ryby są zdrowe i nigdy nie chorowały.

Obejrzałem kiryśnika dokładnie, na ile pozwalała obserwacja ryby pływającej w kubełku po popcornie i rzeczywiście nie stwierdziłem żadnych oznak chorób. Przeniosłem do moich ukochanych meek nową rybę, która szybko ukryła się wśród dekoracji akwarium na tyle szybko, że nie miałem czasu obejrzeć jej dokładnie w akwarium. Ponieważ byłem pewny doskonałych warunków panujących w moim akwarium nie wziąłem pod uwagę, że jeden nowy mieszkaniec może tyle zmienić.

Teraz wiem doskonale że popełniłem wtedy ogromny błąd… Po tygodniu w zbiorniku zaczęły się pierwsze problemy…. Na skórze pielęgnic zauważyłem białe ziarnka. Wiedziałem już, że przywlokłem do zbiornika ichtioftirioze (kulorzęska). Ponieważ ta choroba pasożytnicza pojawia się zwykle wraz ze spadkiem jakości wody, od razu zbadałem czy jej parametry się nie zmieniły. Testy nie wykazały jednak niczego niepokojącego. Zareagowałem natychmiast i podniosłem temperaturę w akwarium o kilka stopni, dodatkowo zastosowałem leki. Niestety chwilę potem zauważyłem infekcję na wszystkich dorosłych rybach. Byłem wściekły zarówno na prezent, który otrzymałem, jak i na siebie. Jak doświadczony akwarysta mógł postąpić tak nieodpowiedzialnie?

Ponieważ kulorzęsek jest w miarę łatwą do wyleczenia chorobą miałem nadzieję, że leczenie będzie skuteczne i że ryby szybko uporają się z pasożytem. Niechcianego prezentu w tej sytuacji nie mogłem oddać znajomym i nadal pływał z ukochanymi rybami. Ponieważ miałem wyjechać na urlop z rodziną, zapewniłem rybom opiekę w postaci znajomego akwarysty - sąsiada oraz poinstruowałem jak ma postępować z zakażonym zbiornikiem.

Niestety to nie ichtio okazała się kluczowym problemem. W kolejnym tygodniu, podczas mojej nieobecności na płetwach Meek pojawiły się białe plamki innego rodzaju. Na odległość nie mogłem zweryfikować czy jest to rozwój znanej już choroby. Ryby jednak stały się apatyczne i praktycznie nie pobierały pokarmu. Po powrocie byłem załamany wyglądem swoich podopiecznych. Wiedziałem, że osłabienie ryb spowodowane pasożytem i lekami doprowadziło do kolejnej choroby. Oczywiście podjęta walka uratowała wszystkie moje dorosłe ryby, ale niezbędne było zastosowanie długotrwałych kąpieli leczniczych. Młode pozostające w akwarium macierzystym niestety nie miały tyle szczęścia.

Czy to możliwe, aby wprowadzenie jednej ryby mogło wywołać takie spustoszenie? Teraz wiem, że tak. Cieszę się, że w moim przypadku skończyło się to z takim finałem, ponieważ zdaję sobie sprawę, że mój błąd mógłby być tragiczny w skutkach dla moich ulubionych ryb. Od tego czasu nie zdarzyło się, aby moje nowe nabytki nie przeszły długiej drogi kwarantanny. Niektórzy mogliby uznać, że trwająca ponad miesiąc izolacja ryb przez wpuszczeniem do akwarium docelowego jest przesadą, jednak ja nauczony doświadczeniem nie miałem zamiaru podejmować ryzyka i każda z niepokojących oznak zawsze przedłużała ten okres. Dzięki temu przez kolejne lata mogłem cieszyć się brakiem poważniejszych chorób w swoich zbiornikach, czego i Wam wszystkim życzę.


Zbiorniki kwarantannowe na zapleczu sklepu peha68

Artykuł został opublikowany w 132 numerze Magazynu Akwarium

Autor: Rafał Kozera

Copyright © akwarium.info.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie całości lub części artykułów zabronione!