Electric Blue Jack Dempsey - moje doświadczenia w hodowli

Długo można by się spierać, czy EBJD jest rybą atrakcyjną z akwarystycznego punktu widzenia, czy też nie. W większości przypadków są to bezowocne dyskusje na temat gustów, które niewiele wnoszą do świata akwarystyki. Jedno jest pewne – obok EBJD trudno przejść obojętnym. Pomimo tego, że już jakiś czas gości w naszych akwariach, ciągle wzbudza skrajne emocje – od zachwytów po pogardę…

Poniższy artykuł ukazał się w nr 4 cyfrowego magazynu Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. (cały numer: https://issuu.com/cichlidae.pl/docs/ezin_4_poj)

Autor: Damian Skrabarczyk „ForestDaemon”
Electric Blue Jack Dempsey
„Blue” Rocio octofasciata – moje doświadczenia w hodowli
 
Objaśnienie skrótów:
EBJD – Electric Blue Jack Dempsey. „Blue” R. octofasciata.
BGJD – Blue Gene Jack Dempsey
JD – standardowa/regularna/dzika forma R. octofasciata. Skrót pochodzi od nazwiska amerykańskiego boksera, JACKA DEMPSEYA, który w latach 1919-1926 był mistrzem świata wagi ciężkiej, na cześć którego Amerykanie nazwali R. octofasciata
 
Już na początku tego artykułu pojawia się problem. Zwyczajowo na stronie tytułowej, przy nazwie ryby powinno pojawić się nazwisko odkrywcy lub osoby odpowiedzialnej za jej usystematyzowanie – ale co wpisać przy rybie, która ma tylko nazwę handlową, notabene dość nieszczęśliwą… Swego czasu napisałem dość prowokacyjny post na facebookowej grupie Central American Cichlids, będąc świadomym, że i tak skończy się to usunięciem mojego wpisu. Cel był jeden – wywołać dyskusję – co udało się aż zanadto. Zdaniem jednego z użytkowników EBJD powinny w ogóle zostać wykluczone z rodzaju Rocio! W odpowiedzi na tak ortodoksyjną myśl pojawił się wpis innego usera: „Idąc Twoim tokiem rozumowania należałoby wykluczyć z gatunku ludzkiego wszystkie osoby cierpiące na choroby genetyczne np. gigantyzm i stworzyć dla nich odrębne jednostki systematyczne”…
 
Moja „elektryzująca” znajomość z EBJD zaczęła się około 4 lat temu, kiedy to po raz pierwszy zobaczyłem nieliczne filmy i zdjęcia tej ryby zamieszczone w Internecie. Żadna ryba, którą miałem do tej pory okazję obserwować z drugiej strony szkła, nie dała mi tyle satysfakcji i możliwości dyskusji na tematy często wykraczające poza szeroko rozumianą akwarystykę, a zahaczające o filozofię czy etykę. Ponieważ w polskiej literaturze praktycznie nie ma informacji na temat tej ryby, postanowiłem zebrać trochę strzępków i doprawić je własnym, skromnym doświadczeniem. Tak powstał pomysł na napisanie tego artykułu. Co dziwne, nawet w najnowszej, rodzimej publikacji (Wielki atlas ryb akwariowych, aut. J. i P. ZARZYŃSCY), brak jest jakiejkolwiek wzmianki na temat istnienia EBJD Wychodząc z założenia, że jestem tej rybie coś winien, zabrałem się do pisania.
 
I.   Pochodzenie
Im wiemy więcej, tym wiemy mniej…
Właściwie ciągle funkcjonują dwie teorie o pochodzeniu „Blue” Rocio
– teoria hybrydy i teoria naturalnej mutacji. Obydwie utrzymują się przy życiu, ponieważ każda ma swoich zagorzałych zwolenników i przeciwników. Wydaje się, że przewagę zyskała obecnie hipoteza o naturalnej mutacji, która dzięki hodowli selektywnej uzyskała przewagę i szansę istnienia.
Nazwisko, które bez wątpienia należy w tym momencie wymienić to HECTOR LUZARDO – człowiek, od którego wszystko się zaczęło. To Pan LUZARDO pierwszy wyizolował odmiennie wyglądające sztuki narybku spośród swojego przychówku pochodzącego od standardowej odmiany Rocio octofasciata. Mówi się, że od dłuższego czasu hodowcy Rocio obserwowali wśród swojego kilkunastodniowego narybku osobniki zdecydowanie różniące się od większości rodzeństwa – mniejsze, smuklejsze, białawe „przecinki”. Zazwyczaj były traktowane jako anomalia i nie budziły emocji, zresztą szybko zanikały, przegrywając konkurencję z silniejszym rodzeństwem. W 1985 roku LUZARDO po raz pierwszy odłowił owe dziwadła i dał im szansę rozwoju. Tak właśnie światło dzienne ujrzała nowa odmiana barwna Rocio, którą wkrótce marketingowo ochrzczono Electric Blue Jack Dempsey. Niektórzy twierdzą, że LUZARDO wprowadził świat akwarystyki w błąd, dochodząc do EBJD na drodze hybrydyzacji. Nasuwa się jednak następujące pytanie: po co miałby to robić? Jeśli istniałby przepis na masową produkcję EBJD to wart byłby krocie, a tymczasem jedyny znany sposób na uzyskanie narybku tej odmiany jest jeden i nie zmienił się od 1985 r.

Z drugiej strony zwolennicy hybrydyzacji wskazują na 3 gatunki podejrzane o „nielegalne stosunki” z Rocio. Są to: Nandopsis tetracanthus, Nandopsis haitiensis i Herichthys carpintis. Ponieważ w akwaświatku nie brakuje (niestety) wszelkiego rodzaju Doktorów Moreau`ów, istnieją doniesienia o próbach krzyżowania wyżej wymienionych gatunków z Rocio octofasciata. Żadne z nich nie potwierdza „stworzenia” EBJD.
Wydaje się, że jedynym, ostatecznym argumentem rozstrzygającym o pochodzeniu „Blue” Rocio byłyby badania genetyczne. Okazuje się, że takowe zostały przeprowadzone – wykonali je Dr PROSANTA CHAKRABARTY i Dr DAVID PRICE (niezależnie od siebie). W telegraficznym skrócie: nie znaleziono dowodów na to, że EBJD jest hybrydą. W próbkach DNA należących do EBJD nie natrafiono na żadną drugą sekwencję, która mogłaby pochodzić od innego gatunku. Niestety, otrzymane wyniki też nie do końca rozstrzygają kwestię pochodzenia omawianej ryby. Mapowaniu poddano tylko fragment genomu EBJD i porównano go z analogicznym fragmentem JD. Aby wynik można było uznać za ostatecznie wiarygodny, należałoby porównać sekwencję całego DNA nie tylko EBJD i JD, ale również porównać ją z genomem trzech wyżej wspomnianych gatunków. Ze względu na pracochłonność i ogromne koszty takiego przedsięwzięcia wydaje się, że sprawa nigdy nie zostanie rozwiązana do końca. Ja sam zdecydowanie skłaniam się ku teorii mutacji. Sytuację można porównać do teorii ewolucji, której przecież bezpośrednio nie da się udowodnić, a jednak stanowi obecnie dogmat dla biologów. Oprócz tego nie znam żadnej hybrydy w świecie zwierząt, której pożądane osobniki otrzymywano by na drodze wstecznej krzyżówki formy hodowlanej z dziką – wszystko w obrębie tego samego gatunku.
 
II.   Hodowla
Moje pierwsze 5 sztuk EBJD zdobyłem jesienią 2012 r. od importera, który w tym czasie sprowadzał te ryby z Singapuru. Ryby miały około 4 cm. Zostały wpuszczone do zbiornika 160x60x55wys, gdzie pływało min.. 5 sztuk standardowej odmiany Rocio 1+4 (nietypowa struktura haremowa).
 
Kolaż zdjęć moich pierwszych EBJD
 
Niestety po 6 tygodniach nie miałem już ani jednej sztuki. Maluchy padły najprawdopodobniej na chorobę pasożytniczą układu pokarmowego.
Postanowiłem, że tak łatwo się nie poddam i po paru tygodniach w moim akwarium pływało kolejne stadko niebieskich Rocio. Niestety, scenariusz się powtórzył i w niedługim czasie ryby przestały jeść, pojawiły się nitkowate białe odchody i apatia. Mikroskop wskazywał na jaja nicieni… Tym razem byłem przygotowany w wiedzę i odpowiednie leki. Udało się i wszyscy pacjenci przeżyli. Co było przyczyną takiego stanu rzeczy? Może stres związany z podróżą, może rodzaj pokarmu, jakim były karmione w Singapurze czy w Polsce podczas kwarantanny, może pomieszanie biologii (zostały wpuszczone do akwarium zamieszkanego przez inne ryby). Każdy z tych czynników mógł mieć wpływ na zły stan zdrowia moich ryb.
Bogatszy o doświadczenia potwierdzam doniesienia, że EBJD, zwłaszcza narybek i podrostki, są dużo bardziej wrażliwe od formy standardowej. Wrażliwość tą porównałbym z problemami nękającymi hodowców trofeusów czy dyskowców. Nie należy jednak popadać w paranoję. Dzięki odpowiedniej opiece można uniknąć wszelkich problemów w myśl zasady, że „lepiej zapobiegać niż leczyć”. Przez pierwszy rok życia należy starać się wyeliminować wszelkie stresory z życia ryb. Niestety, nie posiadam wczesnych zdjęć drugiego stadka EBJD. Poniżej nieco podrośnięte osobniki.
 
Samiec „A” – wiek około roku. Wielkość około 10-12cm. Dał początek jednej z linii BGJD
 
Samiec „B” – wiek około roku. Wielkość około 10-12cm. Dał początek drugiej z linii BGJD
 
1. Karmienie.
Najlepiej zrezygnować z wszelkich potencjalnie niebezpiecznych pokarmów, grożących zarażeniem pasożytami.  Ryby chętnie pobierają pokarm sztuczny. Godne polecenia są wszelkie markowe pokarmy dla dyskowców. Jeśli podajemy granulat, warto go wcześniej namoczyć w wodzie z akwarium, żeby nie pęczniał w brzuchu.  Ryby doskonale rosną na wszelkiego rodzaju miksach dla paletek. Nie podejmuję się jednak dyskusji czy mięso zwierząt stałocieplnych nadaję się na karmę dla ryb… Ryb nie należy przekarmiać. Raz na tydzień jednodniowa głodówka.
 
2. Woda
Z obserwacji stwierdzam, że optymalna temperatura to około 27 stopni. Zwłaszcza dla młodych ryb. Zabezpiecza przed infekcjami grzybiczymi i korzystnie stymuluje metabolizm. Parametry: pH 7-7,5; woda średnio twarda do twardej – bez specjalnych wymagań, ale też z pominięciem wartości skrajnych, podobnie jak w przypadku typowych pielęgnic z Ameryki Środkowej. Warto zaopatrzyć się w napowietrzacz i natleniać wodę. I najważniejsze: uwaga na azotany –niezbędne są częste podmiany wody.
 
3. Wystrój akwarium
Maluchy najlepiej czują się w gromadce podrostków w zbiorniku urządzonym tak, jak na Amerykę Centralną przystało – liczne kryjówki między korzeniami i kamieniami. Ponieważ EBJD są bezsprzecznie o wiele łagodniejsze niż ich standardowa odmiana, można pokusić się o różne zestawienia z innymi gatunkami pielęgnic, niemożliwe do zastosowania przy hodowli formy standardowej. Internet obfituje w filmy, na których Blue Rocio trzymany jest w towarzystwie bardzo różnych ryb, a nawet w stadzie, gdzie poszczególne osobniki nie czynią sobie nawzajem krzywdy.
 
III. Rozmnażanie
Tajemnica, której nigdy nie było…
Patrząc wstecz stwierdzam, że to właśnie kwestia rozmnażania tych ryb, a właściwie tajemnica, jaką była ona owiana, stała się główna przyczyną mojego zainteresowania „Blue” Rocio. W 2012, kiedy to zaczynałem moją przygodę z EBJD, w Polsce niewiele się mówiło o próbach rozmnożenia tej ryby, a jedynym źródłem informacji był Internet.

Różne, niezależne od siebie źródła (głównie hodowcy skupieni na różnych forachinternetowych), wskazywały na kilka powtarzających się faktów.
Po pierwsze – nie ma możliwości uzyskania narybku z pary ryb EBJD. Młode albo giną zaraz po wykluciu, albo ikra w ogóle się nie rozwija.
Po drugie – aby skutecznie rozmnożyć tę rybę należy niejako wstecznie skojarzyć samca „Blue” ze standardową samicą, uzyskując potomstwo z wyglądu identyczne z formą dziką, ale noszące w sobie „gen Blue”. Ryby te zwane są BGJD (Blue Gene Jack Dempsey).

Dalej można pójść dwiema ścieżkami. Pierwsza to skojarzenie samca EBJD z samicą BGJD. Potomstwo, które powstanie z tej krzyżówki rozdzieli się statystycznie (zgodnie z I prawem Mendla) na: 50% EBJD i 50% BGJD. Można też wybrać drugą możliwość i skojarzyć samca BGJD z samicą BGJD, uzyskując narybek w proporcjach: 25% EBJD, 25 % JD, 50% BGJD.
Nie pozostawało nic innego jak tylko sprawdzić doświadczalnie powyższe doniesienia…
 

Z moich 5 sztuk EBJD  3 uzyskały dojrzałość płciową, a 2 pozostawały wyraźnie mniejsze – zdominowane przez rodzeństwo. Ponieważ w zbiorniku pływała wówczas dobrana para standardowych JD z kilkoma wolnymi samicami, a samiec dominant patrolował cały zbiornik, nie było innej możliwości jak odłowienie dominującej pary do osobnego akwarium.
Dosłownie po paru godzinach największy z samców EBJD przejął rolę samca alfa i zaczął zalecać się do jednej z dzikich samic. Dobrała się para, która rozpoczęła przygotowania do tarła, dając później początek mojej pierwszej linii BGJD. W niedługim czasie kolejna ryba ze stadka młodych EBJD okazała się być samcem, nieśmiało zalecającym się do innej dzikiej samicy. Ponieważ jego starania skutecznie tłumione były przez nowego dominanta, musiałem odłowić wyodrębniającą się parę do oddzielnego zbiornika. W skrócie – w niedługim czasie otrzymałem drugą linię BGJD. Przez cały czas obydwie grupy „Blue Gene ” rozwijały się oddzielnie, w różnych zbiornikach, co pozwoliło uniknąć krzyżowania wsobnego w przyszłości.
W międzyczasie, z pozostałych EBJD wyodrębniła się para, która kilkakrotnie podchodziła do tarła. Za każdym razem ikra w całości bielała. Nigdy nie udało mi się zaobserwować ani jednej larwy. Potwierdziło to doniesienia, iż nie da się uzyskać młodych EBJD z tarła pary tych ryb.
 
Dojrzała samica EBJD . Czasem dopiero podczas tarła można jednoznacznie rozróżnić płeć.
 
Po jakimś czasie, kiedy obydwie linie BGJD osiągnęły już dojrzałość płciową, udało mi się skojarzyć dwie w miarę zgodne pary EBJD x BGJD, dbając o to aby samiec „Blue Rocio” został sparowany z niespokrewnioną samicą.
Dla ryb przewidziałem odrębne akwarium tarliskowe o wymiarach 120x50x50, przedzielone zmatowioną szybą z plexi, w której wywierciłem szereg otworów tak, aby umożliwić swobodny przepływ wody. Zbiornik został tak urządzony, by ryby czuły się w nim jak najbardziej komfortowo i bezpiecznie, a więc z dbałością o sporą ilość kryjówek między korzeniami i kamieniami. Podłoże stanowiła 5 cm warstwa piachu umożliwiająca swobodne wykopki. Nie zabrakło też kryjówek z ułożonych poziomo doniczek.
Po kilku dniach aklimatyzacji jedna z par złożyła ikrę, z której po 3 dniach wylęgły się larwy – skrzętnie kolekcjonowane przez ryby w wykopanym wcześniej dołku w piachu. Trzeba zauważyć, że ikra w dużym procencie zmarniała (około 50%), a więc początkowo obawiałem się, że tarło będzie totalną porażką. Po czterech dniach narybek rozpoczął aktywne pływanie w poszukiwaniu pokarmu. Rybek było około 200 sztuk. Rodzice dzielnie opiekowali się „przecinkami”, ale nie udało im się zapobiec przechodzeniu potomstwa na drugą połowę akwarium (przez otwory w plexi).
Po tej stronie, druga para również złożyła ikrę z opóźnieniem około 5 dni w porównaniu z sąsiadami. Co ciekawe, druga para skrzętnie zbierała obce maluchy, znajdując dla nich wygodne lokum nieopodal kamienia, na którym złożyła swoją ikrę. Taki schemat sąsiedzkiej opieki nad potomstwem powtarza się za każdym razem kiedy ryby przystępują do tarła.
 
Samiec EBJD z młodymi w charakterystycznej ciemnej szacie godowej, oraz 3 cm narybek.
 
W mojej ocenie najlepiej jest zostawić narybek z rodzicami na okres 10-14 dni, po czym odłowić maluchy, przejmując całkowicie obowiązki rodziców. Narybek jest na tyle duży, że od początku można karmić go larwami solowca.
Po tygodniu/dwóch zaczyna być widoczna wyraźna różnica między młodymi EBJD a BGJD. Maluchy „Blue” są wyraźnie smuklejsze i sprawiają wrażenie dłuższych od swojego rodzeństwa „Blue Gene”. Ich kolor jest dużo jaśniejszy, wręcz biały, a poprzeczne paski są kontrastowo czarne. BGJD mają brązowe paski na tle żółtawego ciała. Ich głowa jest bardziej trójkątna w zarysie, a na brzuchu można zauważyć czerwonawą plamkę.
 
Różnica między narybkiem EBJD (oznaczono na niebiesko) a BGJD (oznaczono na brązowo).
 
Początkowo odróżnienie odmian jest niemałym wyczynem, jednak po kilku tarłach można już bardzo wcześnie dostrzec różnice i jest to czas, kiedy koniecznie należy odseparować młode EBJD od rodzeństwa. Maluszki BGJD są śmielsze i zdecydowanie bardziej żarłoczne, a co za tym idzie rosną dużo szybciej niż osobniki „Blue”. Sam proces rozdzielania jest chyba najbardziej uciążliwy, męczący i czasochłonny w całej hodowli EBJD. Należy uzbroić się w anielską cierpliwość, a czasem dobrze jest rozłożyć całą procedurę na raty. Po tej czynności ma się zupełnie inne podejście do bajki o Kopciuszku…
Na skutek rozdzielenia małe EBJD szybciej rosną. Ewidentnie widać, że do tej pory coś je hamowało. To coś to konkurencja ze strony silniejszego rodzeństwa, która jest na tyle duża, że w naturze nie obserwuje się „Blue Rocio”, chociaż znalazłem niepotwierdzoną informację, że takie przypadki zdarzały się sporadycznie.
 
 
Małe rybki rosną stosunkowo wolno. Należy zapewnić im najwyższej jakości pokarm, odpowiednio duży zbiornik i jak najczęstsze podmiany wody. U mnie proces wygląda w ten sposób, że narybek przenoszony jest do coraz większych zbiorników (20l – 60l – 120l – 240l). W akwariach 20 i 60 litrów podmieniam wodę co 2 dni (50%), w 120 i 240 litrów – 2 razy w tygodniu (30%). W mojej ocenie są to niezbędne warunki, aby otrzymać zdrowy narybek, który wyrośnie na dorosłe EBJD zgodne z nieformalnym wzorcem (o czym za chwilę).
Przystępując do rozrodu EBJD należy wziąć pod uwagę, że będzie to zajęcie czasochłonne, pracochłonne i kosztowne. To tłumaczy, dlaczego azjatyckie fermy hodowlane dużo lepiej radzą sobie z „masową produkcją” różnych gatunków ryb. Sprzyja im już sam klimat umożliwiający hodowlę w stawach, na wolnym powietrzu, gdzie bez wątpienia dużo łatwiej utrzymać równowagę biologiczną.
 
Warto również podkreślić, że hodując młode EBJD należy mieć dużą samodyscyplinę. Przykładowo: spóźnienie się z podmianą wody może skutkować masową śmiercią narybku albo może doprowadzić do jego deformacji, które uwidaczniają się wraz ze wzrostem.
Pozostaje jeszcze jedna, niezwykle istotna kwestia dotycząca rozrodu EBJD. Czasem bywa tak, że mimo najlepszej opieki dorastający narybek zaczyna wykazywać szereg wad genetycznych (pozrastane płetwy brzuszne, wykrzywiony kręgosłup, skrzywiony pysk itp.). Najwyraźniej mutacja jest na tyle niestabilna i niejednorodna, że zawsze może mieć inny wpływ na ryby. Hodowcy, którzy mają znacznie większe doświadczenie w rozmnażaniu „Blue Rocio” niż ja, twierdzą, że czasem jedna para uzyskuje idealny narybek, a innym razem ta sama para ma większość zdeformowanego potomstwa. W praktyce wymusza to na uczciwym hodowcy konieczność selekcjonowania maluchów – bywa tak, że na 100 sztuk narybku 80% jest idealne, ale zdarza się również i tak, że na te same 100 sztuk tylko 40 osobników nadaje się do dalszej hodowli.
 
IV. Linia idealna
O odmianach odmiany
Na dzień dzisiejszy pojawia się sporo świadomych głosów mówiących o tym, że coraz trudniej o EBJD wysokiej jakości. Prawdopodobnie związane jest to z faktem, że coraz więcej ludzi rozmnaża te ryby, jednakże w pogoni za szybkim zyskiem krzyżuje się rodzicielskie egzemplarze EBJD z potomnymi samicami BGJD. Jaki jest efekt takiego postępowania nie trudno sobie wyobrazić, zwłaszcza w przypadku ryby, która sama w sobie jest genetycznie osłabiona, a co dopiero, gdy napiętnowana zostaje kazirodczą genealogią. Dodatkowo wysoce prawdopodobnym wydaję się być fakt, że część trafiających na nasz rynek ryb pochodzi z innych, wysoce nieetycznych procederów. Dzięki uprzejmości jednego z zaprzyjaźnionych hodowców EBJD wszedłem w posiadanie zdjęć samic BGJD, które powstały ze skojarzenia samców EBJD (pochodzących z trzech różnych źródeł w Niemczech) z samicami JD. Wspomniane wyżej samice BGJD wyglądały jak krzyżówki R. octofasciata z bliżej nieokreślonym gatunkiem innej pielęgnicy. Daje to powód do przypuszczeń, że niemieckie „Blue Rocio”, a przynajmniej ich część, mogą być następstwem hybrydyzacji. Szerzej o tym zjawisku można przeczytać na łamach Cichlidae.pl, w temacie pod tytułem: „Dziwna przypadłość niemieckich Blue Rocio”. (http://cichlidae.pl/showthread.php?tid=6447&highlight=dziwna+przypad%C5%82o%C5%9B%C4%87).
 
 
W tym miejscu warto zadać sobie pytanie o wzorzec morfologiczny omawianej ryby. Jak powinien wyglądać prawdziwy EBJD? Uważam, że odpowiedzi należy szukać u źródła – w obserwacjach Pana LUZARDO. Poza turkusową barwą, odmiana „Blue Dempsey”, która pierwszy raz ujrzała światło dzienne, miała bardziej wydłużone ciało, posiadała bardziej zróżnicowany wachlarz możliwych wzorów na łuskach (swoista mozaika), brak było u niej również dużych ciemnych plam na bokach. Ta prekursorska forma, umownie nazwijmy ją „wzorcową”, miała charakterystyczny rysunek w kształcie mozaiki na pysku i pokrywach skrzelowych oraz czerwono obrzeżoną płetwę grzbietową. Na tej podstawie można wyprowadzić nieformalny wzorzec rasy, który nawiasem mówiąc funkcjonuje wśród entuzjastów tej ryby właśnie pod nazwą: „good quality EBJD”.
W tym miejscu trzeba nadmienić, że nie ma dwóch identycznych osobników EBJD. Różnią się kształtem, długością płetw, rysunkiem na ciele. Niektóre okazy mają na tyle wydłużone płetwy, że sprawiają wrażenie weloniastych.
 
Samiec „C” o wyraźnie wydłużonych płetwach, zwłaszcza ogonowej.
 
Na ubarwienie ryb może mieć wpływ wystrój akwarium, jego współmieszkańcy, gody, podłoże, światło itp. Dodatkowo warto zdawać sobie sprawę, że wygląd EBJD zmienia się z wiekiem. Inaczej prezentuje się narybek czy roczny osobnik, a inaczej dojrzała, kilkuletnia ryba. Sam proces zmiany ubarwienia u tych ryb powinien zostać dokładniej zbadany i udokumentowany. Ponieważ średnia długość życia EBJD jest szacowana na około 5 lat, nie wszystkie osobniki będą w stanie zmienić ubarwienie. Wiele okazów umiera przedwcześnie na skutek wad genetycznych, których nie widać morfologicznie. Mówi się, że tarło jest dla tych ryb na tyle wyczerpujące, że często dorosłe, niewykazujące żadnych objawów chorobowych samce potrafią paść z dnia na dzień po dosłownie kilku tarłach. Taka przypadłość dotknęła mojego samca „C”, z tym, że stało się to po roku przebywania w akwarium tarliskowym, gdzie ryby przystępowały do rozrodu w zasadzie co 2-3 tygodnie.
Dodatkowo zastanawiającym jest, czy sam proces prokreacji i związane z nim zmiany hormonalne mogą mieć wpływ na stałą zmianę ubarwienia dorosłych samców. Dla przykładu, porównując wygląd mojego samca „A” mającego 1,5 roku z wyglądem obecnym, ma się wrażenie, iż jest to zupełnie inna ryba. Między jednym a drugim zdjęciem samiec przystąpił do szeregu udanych tareł, a jego ubarwienie ciągle ulegało zmianom miedzy szatą godową, a codzienną.
 
Zdjęcie obrazuje jak zmienia się szata/ubarwienie ryby wraz z wiekiem. Ten sam osobnik „A”
 
Słyszałem głosy, że z wiekiem „Blue Rocio” stają się brzydsze. W mojej ocenie trudno tu mówić o zmianie na gorsze. To tak jakby porównywać ubarwienie narybku Tropheus duboisi z ubarwieniem dorosłych osobników. Jest ono diametralnie inne – co nie znaczy, że gorsze.
 
Zdjęcie mojego samca „A” – wiek 3 lata, wielkość 20 cm.
 
Na zakończenie chciałbym zacytować użytkownika „bluejackscanada” z Youtube, którego ryby zawsze będą mnie inspirować: „EBJD są wyjątkowe jak płatki śniegu. Niektóre są wspaniałe, wiele jest okropnych – to część atrakcyjności tej ryby. Łatwo jest pójść do sklepu zoologicznego i znaleźć prawdziwie piękny okaz standardowej formy JD, ale znalezienie wysokiej jakości EBJD to rzadkość. Jeśli każdy mógłby wykopać u siebie w ogródku kilka funtów złota, stałoby się ono bezwartościowe”.
 
Bibliografia:
COLEMAN WILLEY L., Jr. 2009.  In Search of the Origins of the Electric Blue Jack Dempsey. TFH Magazine. August 2009.
PIKEN, H. 2008. Out of the Blue! Breeding the Electric Blue Jack Dempsey. TFH Magazine. November 2008.
SIENIAWSKI, A. 2003. Pielęgnice amerykańskie w akwarium cz.1 & cz. 2. Oficyna Wydawnicza „Hoża”, Warszawa.
ANTYCHOWICZ, J. 2006. Choroby ryb akwariowych. Powszechne Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, Warszawa.
WĘGLEŃSKI, P. 1998. Genetyka molekularna. PWN.
Źródła internetowe:
http://cichlidae.pl/showthread.php?tid=725
http://4szyby.blogspot.com/2010/10/ebjd-hybryda-czy-odmiana-barwna-cz-1.html
http://4szyby.blogspot.com/2010/10/ebjd-hybryda-czy-odmiana-barwna-cz-2.html
http://www.monsterfishkeepers.com/forums/threads/electric-blue-jack-dempsey-breeding.181152/
http://www.monsterfishkeepers.com/forums/threads/electric-blue-jack-dempsey-breeding-project.316416/
http://www.monsterfishkeepers.com/forums/threads/electric-blue-jack-dempsey-breeding-project.399267
http://bluejacks.ca/
 

Czytaj dodatkowo:

Opis doświadczeń
Dalszy rozwój wydarzeń po ukazaniu się artykułu

 

Copyright © akwarium.info.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie całości lub części artykułów zabronione!